• Wpisów:21
  • Średnio co: 42 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 15:08
  • Licznik odwiedzin:2 538 / 929 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Bilans:
kawa z cukrem (40),
2,5 mandarynki (85),
pieróg z kapustą i grzybami (68),
talerz zupy z samych warzyw (150),
kromka chleba razowego (75).
Razem: 418/1000 (możliwy edit).

Szlugi: 2

Nic jestem warta.
 

 
Wiem, bilansy miały być codziennie.
Ale umieram.
Ogarniam szkołę, dietę i śpię jak niedźwiedź.
Nie mam siły nawet otworzyć pieprzonego laptopa.
Liczyłam wszystko i kcal przekroczyłam tylko w niedzielę, tragedii nie ma.
Jak u Was? Mam nadzieje, że wszystko idzie po Waszej myśli.
Zawsze chcę dla Was jak najlepiej!
 

 
Bilans:
kawa czarna z cukrem (40),
kanapka z masłem orzechowym (300),
kawa czarna z cukrem (40),
2 sajgonki (!!!!!!!!!!!!!) (660).
Razem: 1040/950

Szlugi: milion (poszłam ćpać).

BIlans z wczoraj to porażka. Planowałam zjeść tą kanapkę z masłem orzechowym i potem wrócić grzecznie do domu. Zjeść lekkie jedzenie i pójść spać. Ale nie, kurwa. Musiałam zostać w mieście z koleżankami, one chciały iść na szame. Miałam zjeść sajgonkę jedną. Tak się z nimi umówiłam (jedna z nich wie jaki mam problem ze sobą), ubzdurały coś sobie i zaczęły mi "wciskać" tą drugą.
Kurwa, jestem tak zła na siebie.

Potem się załamałam i poszłam ćpać. Super.
 

 
Bilans:
kawa czarna z cukrem (40),
kanapka z żytniego z serem (285),
kawa czarna z cukrem (40),
3 pierogi z brokułami (195).
Razem: 560/1000

Szlugi: 3

Możliwe, że będzoe edit. Powinien być, bo miałam jeść według HSGD, ale brzydzę się sobą i nie jestem w stanie.

***
And we will walk with our feet on the ground
And we will talk with our head in the clouds
 

 
Bilans:
kawa czarna z cukrem (40),
zupa krem z brokułów (220),
3 pierogi z brokułami (195),
jogurt z łyżeczką miodu (130) - edit.
Razem: 585/900

Szlugi: 1

Pewnie jeszcze będzie edit. Nie podoba mi się tylko to, że mało wody piłam. Za to te pierogi super, bo domowo robione i z samymi brokułami, bez dodatku żadnego sera.
Muszę też nauczyć się jeść śniadania. Nie może być tak, że do 16 nic nie jem, a potem nadrabiam.

Z życiem idzie mi słabo.
Jest opcja ćpania w weekend.
Nie wiem, czy pójdę...
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Bilans:
pudding chia z musem mango (190),
kawa z cukrem (40),
zupa krem z brokułów (220),
kromka chleba żytniego (90).
Razem: 540/800

Szlugi: 2 - edit

Pewnie będzie edit.
Zapieprzam ze szkołą. Jutro spróbuję znaleźć czas na ćwiczenia.
 

 
Bilans:
energetyk (225),
3 ziemniaki gotowane (195),
marchewka i pietruszka gotowane (100),
jabłko i łyżka masła orzechowego (170) - edit,
2 paszteciki z kapustą i gryzbami (120) - edit.
Razem: 640/900

Szlugi: 0


Dopiero 16, a ja już wrzucam bilans, ale potem mogę nie mieć chwili. Jak coś zjem wieczorem przy rodzicach to dopiszę. Mam bardzo dużo nauki, koniec semestru w końcu.
Znów będę zaliczać całe 4 miesiące matmy w mniej niż dwa tygodnie. Super, organizacja leży.

Chciałabym też wrócić z pisaniem całych bilansów, jakoś lepiej mi z tym.
Mój cel to 57 kg 22 grudnia rano.
Od dziś HSGD (nie liczę warzyw i owoców).
 

 
Z dietą dobrze.
Ze mną coraz gorzej.
8 szlugów, zajebiście.

Tęsknię za Tobą bardzo.
Wróć, proszę.
 

 
Smutno mi, wróciłam do diety z dwa tygodnie temu.
Potem stwierdziłam, że w sumie mogłabym wrócić na pingera.
Więc jestem.
Szlugi udało mi się ograniczyć.
Gibonów nie potrafię odmawiać, ale może w końcu i tego się nauczę.
Ostatnio jestem cały czas chora. Niby dobrze bo nie chodzę do szkoły, ale z drugiej strony siedzę w domu i więcej jem przez to.
Przestaje mi zależeć znowu.
Znów popadam w jakąś paranoję.
Idę na lumpy w weekend, cieszę się.

Jakby co, limit to 1000 - z takim czuję się najlepiej.
16 grudnia - ważenie.
  • awatar Rex.: mi też kiedyś przestało zależeć ;) mam nadzieję, że to pozwoli Ci odnaleźć w sobie siłę. miłego wieczoru :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Pierwszy komplement.
"Schudłaś."
Motywacja jest.
Zapierdalam dalej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nie pisałam, ale trzymałam dietę.
Gibonów dużo teraz palę.
Nie mam kasy na żarcie dzięki temu.
Ale jednocześnie nie mam siły ogarniać szkoły i wszystkich typowych obowiązków.
Wczoraj miałam miły wieczór. Byłam na jednej z tych większych imprez. Lubię jak jest dużo ludzi. Pomijam już fakt, że w sumie nic nie pamiętam, ale wiem, że bawiłam się dobrze.
PS. Ograniczam szlugi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
836/1000
Szlugi: 3
Dziś miałam ochotę zjeść więcej, ale powstrzymałam się. Poszłam na spacer i zapaliłam. Chęć jedzenie ustąpiła. Cieszę się.
Bo wiecie o co chodzi? Ja czuję się tak totalnym zerem, że mam wrażenie, że nawet diety nie jestem warta. Niczego jestem warta.
Puszczalska, gruba krowa.
  • awatar Mery Lu.: nie mow tak o sobie! glowa do gory , bedzie dobrze!
  • awatar Minimalizacja: Nie myśl tak o sobie. Dzisiaj dałaś radę, jutro również dasz. Nie załamuj się!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
1080/1000
Zaliczam w sumie, bo było zdrowo tylko więcej zjadłam po 15, niż przed 15, więc muszę jeszcze to poprawić.
Byłam na rowerze - około 4 km, zaraz poćwiczę coś z YouTube.
Smutny dzień dziś jest.
Czekam na czerwiec - mój ulubiony miesiąc.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Napad, co tu więcej mówić.
Zjadłam milion kcal.
Skończyłam z głową w kiblu.
Napady mam najczęściej jak zostaję sama w domu... Wtedy nikt nie widzi co robię. Zaczeło się od "tylko jeden kawałek", skońćzyłam na tym, że zjadłam prawie całą zawartość lodówki i poleciałam od razu do kibla.
Wszystko wyrzygałam.
Fuj, brzydzę się sobą.
Nienawidzę siebie.
Jestem totalnym zerem w każdym możliwym aspekcie mojego życia.
Nie idzie mi z dietą.
Nie idzie mi ze szkołą.
Nie potrafię prowadzić zdrowej relacji z facetem.
Albo jest to typowe "fuck friends" albo przyjaźń bez żadnego podtekstu.
Zależy mi na K i nie umiem mu tego okazywać.
Dlatego ma nową.
Niech będzie szczęśliwy, bo nie jestem jego warta.
 

 
Post spóźniony, bo zasnęłam do domu i padłam.
Nie mam siły rozpisywać wszystkiego co tego dnia zjadłam, ale razem wyszło około 820 kcal (liczę na bieżąco w telefonie).
Szlugi: 3 i 2 skręcane
W tym tygodniu kupię tytoń i będę paliła tylko skręcane. Mam wrażenie, że to będzie pomocne w ograniczeniu ich.
Do całego bilansu trzeba doliczyć jedno piwo 255 kcal.
Dobrze, że tylko jedno.
Sukces: znów odmówiłam gibona.
 

 
109 dni do Openera
11 dni do moich urodzin

Zdecydowałam się, że do końca marca limit 1000, bo wczoraj w oparach tego całego syfu czułam się cholernie słabo i dwójka moich przyjaciół to ogarnęła. A nie chcę, żeby ktoś się znowu czepiał, że liczę kcal.
  • awatar Alien Iks: przeczytałam Twoje wszystkie wpisy, widzę, że zaczynamy podobnie; ) trzymam kciuki maleńka, dasz radę, ja też dam ;d 1000 kcal i jazda po cel ;p ja również muszę się ukrywać, wiem co czujesz.. dodaję i będę dopingować ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Poznałam faceta 5 lat starszego w nocy z piątku na sobotę. Mamy kontakt teraz też, na trzeźwo.
Nie wiem czy się z nim spotkam?

Bilans:
Banan (114)
Pół kanapki z razowego z serem białym (200)
Kasza z warzywami (350)
Razem: 664
Szlugi: 3 i 1 skręcany

Udało mi się nie tknąć gibonów wczoraj (mając jakieś 10 okazji, 5 razy mnie częstowano i miałam wielką ochotę). Alkoholu też nie tknęłam.
 

 
Rozmawiałam z K.
Chwilkę tylko, ale zawsze coś.

Bilans:
Koktajl z jogurtu i jabłka (250)
Czarna kawa z cukrem (50)
Wafle kukurydziane (154)
Czarna kawa z cukrem (50)
Grahamka z serkiem wiejskim (349)
Razem: 853
Szlugi: 4

Jutro musi być poniżej 800.
 

 
Długo mnie nie było... Dużo się zmieniło.
Pingera pamiętam jeszcze sprzed 5, czy 6 lat.
Miałam kilka lat przerwy od całego syfu, teraz znów mnie ciągnie do rzeczy, które zawsze wywołują same problemy.
Nie chciałam się logować na stare konto. Za dużo złych wspomnień tam jest. Niech tamten rozdział pozostanie zamknięty.

Zauroczyłam się. Poznajcie go, to K. Pierwszy, któremu poświęciłam trochę więcej uwagi. Wspomnienia z nim zostaną na zawsze. Dużo wniósł i zmienił w moim życiu. Jedyne co zabrał to czas. Jest już za późno. K odpuścił. I tak długo wytrzymał. Dał mi wiele i za to go uwielbiam.
Teraz czas zapomnieć, bo K ma nową.
Teraz nie potrafi się ze mną przywitać.

Mam więcej używek niż wcześniej. Pozwalam sobie na zbyt wiele. Ciągle brakuje mi pieniędzy. Olewam szkołę.
Nikt mnie tam nie lubi, ani nie odzywa się do mnie.
Wieczorami odżywam, robiąc rzeczy, o których pół roku temu nawet mi się nie śniło.
A moi rodzice? Udają, że nic nie widzą. Nie chcą widzieć... (?)

Zaczęłam terapię u psychologa. Dotyczącą bardziej tego jak otoczenie na mnie wpływa, niż tego co siedzi we mnie.
Mówimy o tym jak popierdolona jest moja rodzina, czy jak bardzo odpierdalają moi przyjaciele. Zbliżają się sesje kiedy zaczniemy mówić o mnie.
Boję się.
Nie otwieram się często.
Nie robię tego prawie w ogóle.

Dieta...
Zapuściłam się. Ważę teraz około 60 kg.
31 marca muszę ważyć 57 kg.
Do 1 czerwca chciałabym zobaczyć STABILNE 52.

Nie mogę uwierzyć, że wciągam się w to bagno z powrotem. Tak mi jest łatwiej chyba.
Czuję, że mam kontrolę nad swoim pierdolonym życiem?
Już zapomniałam jak to jest...
Diety, blizny...
Rozdrapuję stare rany, ale wtedy jest łatwiej.
Teraz jestem słaba i płaczę.
Nie chcę więcej płakać.
Zapomnieć co to łza i zyskać kontrolę, to są moje cele.

Mam nadzieję, że wszystko pójdzie łatwo.

Edit: K się odezwał kiedy skończyłam ten post.